Życia nie oszukasz

Życia nie oszukasz

Emilia Dalecka

Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu w pewną sobotę. Dla mnie sobota to jeden z nielicznych dni, w które mogę pozwolić sobie na delikatne odprężenie, połażenie w pidżamie i poszwendanie się przez pół dnia z kawką w dłoni. Tak też wyobrażałam sobie ów poranek, ale coś podkusiło mnie podczas porannej toalety do dokładnych oględzin twarzoczaszki. Czasem tak robię, normalnie, zwyczajnie przyglądam się sobie. Przyglądam i badam, gdy nagle, o zgrozo! Co jest? Musiało TO tu być już znacznie dłużej. Wygląda na to, że za rzadko robię taki rekonesans, żeby móc zauważyć TO wcześniej. TEN, TO COŚ – obrzydzenie, z jakim w mojej świadomości budowało się to pojęcie, równe było temu, jakie czuję, widząc brązowego ślimaka bez muszli. Siwa brew. SIWA BREW! Siwa, siwiutka, prawie biała. Zrozumiałabym wszystko, nawet TO COŚ, gdyby tylko było efektem przemiany w wiedźminkę, ale nie, gdzie tam, TO COŚ pojawiło się tylko po to, żeby mnie przygnębić, sobotę mi zepsuć. Tak znienacka mnie to TO zaatakowało.

_20161102_160945

Pełna paniki, trzęsącymi się rękoma, próbowałam wyszperać zaginione w czeluściach kosmetyczki narzędzie utylizacji. UFF, udało się. Pozbyłam się tego, ale wiem, że TO wróci, nie podda się tak łatwo i będzie dręczyć mnie nieustannie. Ubrałam się w tempie prawie sprinterskim i pobiegłam do pobliskiego sklepu z kosmetykami. Bez kawy – co tam! Ciśnienie i tak mi już skoczyło. Bez makijażu – heloł! Mam siwą brew, make-up i tak już nic nie pomoże. Dopadłam półki z malowidłami. Co tu wybrać? Co tu zrobić? Co kupić? Coś do pokrycia tej siwizny, coś do zamaskowania podkrążonych oczu, no i jeszcze przydałoby się coś na skórę, tak żeby wyprasować, podrasować, no nie wiem co jeszcze mogę zrobić. Super krem przeciw zmarszczkom i jakiś ujędrniający na noc, pod oczy rozjaśniający, maseczka relaksująca, maseczka poprawiająca kontur twarzy, maseczka rozjaśniająca przebarwienia nie zauważyłam, ale niech będzie;  maseczka ujędrniająca, jakiś może peeling do twarzy, do ciała, gąbka do masażu. Uffff… Musiałam w oczach mieć spore szaleństwo, jak z tym załadowanym koszem dotarłam do kasy:

– Dzień dobry, poproszę to wszystko.

-Dzień dobry, spore zakupy jak na jeden raz – zauważyła pani J., z którą znamy się nie od dziś, jak zwykle nie mogła się powstrzymać od uwagi.

– A co to? Jakaś ważna imprezka czy jesienna chandra?

– Kryzys wieku średniego – punktuję, naiwnie wierząc, że szczerość znacznie przybliży mnie do wyjścia ze sklepu no i może trochę dlatego, żeby zaskoczyć, zaszokować.

– No dbać trzeba, pani kochana, ale co to da? Życia pani nie oszukasz.

Bogatsza o stos kosmetyków, biedniejsza o 480 złotych, powędrowałam do domu. Gdzieś z tyłu głowy pobrzmiewały echem słowa pani J. Ale jak nie oszukasz? Że zaraz oszukasz? Ja chcę tylko tak trochę, tak poprawić, podrasować, odrobinkę ulepszyć…to się też nie da?

Zaczęłam od peelingu, potem maseczka na oczyszczenie – 20 minut relaksu, następnie  nawilżanie – kolejne 20 minut w porywach do 40, bo mi się jakoś wskazówki pomyliły. Zresztą nawilżania podobno nigdy dość. W końcu ujędrnianie – brązowe mazidło zapachu jeszcze bardziej niewłaściwego niż poprzednie, po 5 minutach zaczęło piec, po 10 swędziało mnie pół twarzy. Spanikowałam dopiero w momencie, w którym zauważyłam plamy na szyi. To już za wiele! Co mi z twarzy ulepszonej, jak za chwilę jej mieć nie będę! Zmyłam, wyszorowałam, nasmarowałam. Plamy jak były, tak zostały. Chwilę później pojawiła się opuchlizna, że nic tylko worek z lodem przykładać. No cóż, życia nie oszukasz, a czasu zmarnowałam już tego dnia wystarczająco dużo. Sobota przeleciała na upiększaniu, niedziela na dochodzeniu do siebie po sobocie, a poniedziałek  na wymyślaniu coraz bardziej dziwacznych wytłumaczeń na obrażenia, których doznałam w sobotę. I oczywiście akurat wszyscy w pracy musieli ze mną porozmawiać. Zazwyczaj jestem niezauważalna, w ten poniedziałek nie. W pewnym momencie nawet wrażenie, że oni przychodzą pogapić się na tę moją biedną opuchniętą, bez emocji, (gdyż najdrobniejszy uśmiech bolał tak, jak brzuch, kiedy się człowiek wciśnie w kieckę trzy rozmiary za małą) twarz. Ale chyba nie… Pomyślałam sobie, że gdybym ja miała tak co tydzień robić tylko po to, żeby odrobinkę cofnąć…nie, cofnąć nie, bo tego się nie da zrobić… I gdybym tak co tydzień miała, to chyba szkoda mi jednak czasu. Na pamiątkę została mi trauma upiększania i jakaś taka dziura w środku, przeczuwająca, że jednak mijam. Jedna siwa brew, niby nic. Dziura w środku, a przerażająca świadomość, że czas mija, że ja tu zawsze nie będę. Że ja tu właściwie jestem na chwilę, bo czas tak szybko ucieka. Każdy dzień, kiedy czekam na weekend, żeby coś zrobić, każdy tydzień – marzenia o urlopie, w trakcie którego nadrobię zaległe wizyty u znajomych i spotkania z przyjaciółmi, każda mijająca godzina, to mój bezpowrotnie stracony czas.

Czy chciałabym się zamienić w młodszą wersję siebie? Nie, raczej nie. Owszem, chciałabym mieć ciało dwudziestolatki, siłę dwudziestolatki i jej wytrzymałość, ale umysł zdecydowanie nie, zdecydowanie wolę ten, który mam teraz –  z całą wiedzą, jaką posiadam, z tymi doświadczeniami i świadomością tego, jak bardzo ważne jest żeby nie marnować czasu, bo to tylko chwila.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s