Podróże małe i duże

 

W grudniu rozpoczynamy cotygodniowy cykl, dotyczący podróżowania. Nie muszę rozpisywać się o tym, jak ważne i kształcące jest wyjeżdżanie , jak wielu pozytywnych wrażeń potrafi dostarczyć. Oczywiście Ci, którzy spędzili nieraz niemało czasu  oczekując na przyjazd opóźnionego pociągu, znają też drugą stronę medalu.

551406_10202647394208034_1311407219_n

Chciałam napisać o jakiejś dalekiej wyprawie do cudownego miejsca, takiego „must see” –  wartego wchłonięcia, przeżycia w nim choćby dnia czy  kilku godzin.  Jednak  grudzień nastraja do podsumowań. Czuć w nim atmosferę świąt, ale też zamykania pewnego okresu w życiu. Postanowiłam skupić się więc na tym , co stanowi codzienność wielu z nas – na tych małych podróżach, które każdego dnia robimy.

Nie ma to jak wstać skoro świt, po piątym, no może szóstym budziku ( wyskakiwania z łóżka na pierwszy dzwonek do tej pory nie opanowałam i obawiam się, że już mnie to nie czeka) . Zdecydowanie podziwiam tych, którym się to udaje i biję pokłony, a do nóg padam tym wszystkim, którzy wstają godzinę wcześniej, żeby np.:pobiegać. Ludzie, jak wy to robicie??? A kołderka taka ciepła, podusia mięciutka… Wróćmy do tego budzika – za którymś razem wstajesz, żeby w tempie spóźnionego pendolino wygrzebać się z domu i popędzić na dworzec. Pół biedy, jeśli jakoś uda się dobiec ,dostając niemal palpitacji serca do pociągu. Zdecydowanie gorzej, jak drzwi zatrzasną się tuż przed człowiekiem. Nawet  jeśli wiesz, że i tak się spóźnisz i jakby nie do końca jest sens, żeby kolejne minuty spędzać rozpamiętując tę porażkę, to jednak wściekłość i frustracja narastają w wnętrzu i powoli ogarniają centymetry Twojego ciała. Robi Ci się tak gorąco, że ta kurtka zimowa, którą właśnie masz na sobie  zaczyna przypominać saunę. Rozpiąć się nie możesz, bo na peronie  zimno i wieje . Postanawiasz więc ulżyć sobie i nie tracąc czasu  zadzwonić do przyjaciela pogadać,  bo w końcu w tej codziennej wędrówce nie macie czasu się spotkać. Właśnie  wtedy okazuje się, że telefon zostawiłaś w łazience.  Atomowy grzyb frustracji wydostaje się spod czapki, bo najchętniej rozryczała byś się głośno, bo już nic, normalnie nic nie jest tak, jak powinno być, ale wewnętrzny strażnik przyzwoitości Ci na to nie pozwala.  Odwracasz się i co? I akurat wstaje słońce. I to jest coś, czego opisać się nie da. Ta eksplozja barw,  wszechogarniająca harmonia . Nie ma już napięcia, nie ma ucisku w brzuchu. Wystarczy, że dasz się  ponieść… bo jakie znaczenie ma uciekający pociąg, na który ciągle nie można zdążyć, jeśli słońce tak wstaje? Jakie znaczenie ma miejsce,w którym jesteś i to oglądasz?Jakie znaczenie mają te przepychanki byle tylko dostać się na miejsce po lewej stronie na środku przedziału i te zmęczone twarze z nosami w telefonach?

Tak często przemieszczamy się z jednego miejsca do innego i nie zauważamy tego wszystkiego co nas otacza, co jest tuż obok i tylko czeka na to, żeby zostać  zauważonym. Wieczna pogoń za króliczkiem zamyka nas w matni schematu , ogranicza percepcję i możliwość dostrzegania. A to, co ważne jest tu i teraz. Tu i  teraz się dzieje.

1385801_10202286327221585_1994140340_n

Emilia Dalecka

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s